Ratujmy kościoły łacińskie na rubieżach dawnej Rzeczypospolitej
„ (...)
przyzna kto szlachetny
Że płaszcz na moim duchu nie był
wyżebrany,
Lecz świetnościami dawnych moich
przodków świetny”
Juliusz Słowacki, „Testament mój”
Największą świetnością naszych przodków była żarliwa
wiara katolicka. „Tylko pod tym krzyżem, tylko pod tym znakiem Polska jest
Polską, a Polak Polakiem”, pisał Adam Mickiewicz. Widocznym
znakiem tej wiary, która w ciągu wieków stała się ważnym składnikiem
kształtującym narodową tożsamość, były kościoły i klasztory. Budowano je
wielkim nakładem sił i środków, wyposażano, ich stan był kwitnący. Tętniły żywą
potrzebą kontaktu z
Bogiem. Szczególnie na
południowo-wschodnich rubieżach Rzeczypospolitej, będących przedmurzem chrześcijaństwa, a mieszczących się w granicach
Archidiecezji Lwowskiej, szczycącej się sześciowiekową historią.
Olbrzymi wkład w budowę budowli sakralnych
Archidiecezji Lwowskiej wniósł arcybiskup Józef Bilczewski (1860-1923), gorliwy
orędownik upowszechniania dostępu do miejsc modlitwy. Żeby Polakom było bliżej do kościoła i kapłana łacińskiego stawiał
kaplice publiczne tam gdzie nie starczyło na kościół; urządzał kościółki
filialne, gdzie nie dało się założyć parafii, a gdzie nie dało się utrzymać
duchowieństwa stałego tam księża nasi dojeżdżali przynajmniej w pewne oznaczone
dni z nabożeństwami i z praktyką Sakramentów św. Za rządów ks. abpa
Bilczewskiego przybyło sześć nowych klasztorów męskich i siedem żeńskich,
powstało 21 nowych parafii i 96 ekspozytur, kościołów zaś i kaplic publicznych
przybyło 328. Wielka to cyfra. [„Święci w dziejach narodu polskiego”,
Feliks Koneczny].
Dawna
świetność bliska unicestwienia
Obecnie na Ukrainie południowo-zachodniej (dawna
Małopolska Wschodnia) znajduje się około 400 kościołów rzymskokatolickich.
Pozostają bez opieki; opuszczone przez ludzi szybko popadają w ruinę. I,
niestety, w większości przedstawiają obraz nędzy i rozpaczy. Jeżeli nikt się
nimi nie zajmie, prawdopodobnie wszystkie znikną - a wraz z
nimi wielki i ważny wkład Polaków w historię tamtych ziem. Stan kościołów jest
przerażający, zatrważający. Woła do ludzkich sumień. Ale woła też o pomstę do
nieba.
Taka sytuacja jest też prawdziwym policzkiem dla wciąż
mieszkających tam Polaków kresowych wyznania rzymskokatolickiego, którzy czują
się coraz bardziej spychani na margines życia religijnego i społecznego.
A przecież do drugiej wojny światowej w tych
kościołach całe pokolenia przeżywały najważniejsze chwile swojego życia: msze
święte, chrzty, pierwsze komunie, bierzmowania, prymicje, śluby, wreszcie –
żegnały swoich bliskich. W 1939 roku do Kościoła
rzymskokatolickiego na tych terenach należało blisko milion sto tysięcy
wiernych. W dwudziestu ośmiu dekanatach i 416 parafiach służyło 805 kapłanów.
Zaczęły się jednak kolejne okupacje sowieckie i
niemieckie, a wraz z nimi wielkie spustoszenie na tych terenach. Okupanci ci,
wykorzystując niesnaski i zaszłości historyczne, podjudzali również ludność
ukraińską do wystąpień przeciwko Polakom, co prowadziło do straszliwych
zbrodni, potęgując wielkie starty ludnościowe i materialne wśród polskiej
ludności.
Trwała też (do chwili
rozpadu Związku Sowieckiego) era świadomej dewastacji świątyń (wraz z
martyrologią duchowieństwa i wiernych) ze strony zmieniających się okupantów.
Była to bezprzykładna w skali całej historii archidiecezji lwowskiej eskalacja
zniszczeń, zbrodni, prześladowań wszystkiego, co było Boże i polskie.
Szczególnie tragicznym w skutkach był ukraiński ruch nacjonalistyczny. Wtedy
też to rabowano, podpalano, burzono nasze kościoły i klasztory. W całym okresie
wojny (a i po niej) rozkradano bądź niszczono wyposażenie naszych świątyń.
Jedynie niewielka część cennych przedmiotów została wywieziona przez osoby
świeckie i duchowne do Polski w jej nowych granicach. Niektóre przedmioty
sakralne trafiły do cerkwi prawosławnych, jeszcze inne były przechowywane przez
katolików w domach bądź przenoszone do tych nielicznych świątyń, które nie
zostały zamknięte.
Planowe
niszczenie wiary za czasów Związku Sowieckiego, zaniedbania niepodległej
Ukrainy
Po wojnie bolszewicy
zajęli się pełną walką ze wszystkim, co święte. Pogańskie środowiska
likwidowały ośrodki parafialne (około 98 procent) i ich
fundament - kościoły i klasztory. Zrabowano też własność
kościelną, przeznaczając ją na cele niekultowe. Dla wszystkich budynków
sakralnych już od zakończenia wojny opracowane zostały nowe zastosowania do
celów świeckich. Zamieniano je na: magazyny nawozów sztucznych, składy ziarna,
magazyny towarów spożywczych, „domy kultury”, „muzea ateizmu”, szkoły,
szpitale, biblioteki, kina, sklepy (w miastach), małe fabryczki, sale sportowe,
biura kołchozów. W klasztorach tworzono więzienia.
W sierpniu 1991 roku Ukraina odłączyła
się od ZSRS. Tereny Małopolski Wschodniej i Wołynia znalazły się
w granicach niepodległego państwa ukraińskiego, którego stolica, Kijów, uchodzi od wieków za bastion prawosławia. Dla Ukrainy kością niezgody
stały się, spychane przez kilkadziesiąt lat na margines, problemy
wynikające z braku wspólnej przeszłości i wspólnego rdzenia kulturowego ziem,
które znalazły się w obrębie jednego państwa. Ale równocześnie państwo to stało
się spadkobierczynią ZSRS w niedbałości i obojętności wobec
wspólnej przecież, chrześcijańskiej spuścizny kulturowej. Po przemianach
ustrojowych na początku lat dziewięćdziesiątych stan budynków sakralnych nie
tylko nie uległ poprawie, lecz się pogarsza. Państwo ukraińskie nie wykazuje
dbałości o zabytki polskiej kultury choćby z racji niedostatku pieniędzy. Zaś
problemy dotykające polskiej spuścizny kulturowej na dawnych polskich ziemiach
nie są w Polsce dostatecznie nagłaśniane, a działań na szczeblu państwowym praktycznie nie ma. Nieznaczna część
kościołów została oddana Kościołowi grekokatolickiemu i Cerkwiom prawosławnym, a nawet różnym sektom religijnym. Co dla samych budynków okazało się zbawienne.
Perły architektury, świadectwa wiary i polskości
Pozostałe kościoły - jak wyżej napisaliśmy - pozostają
opuszczone i znajdują się w opłakanym stanie, obracając się w niwecz. Nędza,
rozpacz i beznadzieja to określenia najtrafniej obrazujące stan ich zachowania.
O ile da się ten stan opisać słowami. Należałoby sobie wyobrazić kościoły,
które powoli przestają nimi być. Wdziera się deszcz, śnieg, wiatr i mróz,
niszcząc dach i stropy, które zapadają się pod własnym ciężarem; wieże się
walą. Woda wdziera się w stare mury, które po tym pękają. Wiatr nanosi coraz większe ilosści nasion i
ziemi. W miejscu, gdzie kiedyś ludzie wielbili Boga, modlili się, jest rozrastający zagajnik. Trawy, krzewy, drzewa pożerają mury oraz
dach kościoła. Otoczone niegdyś czcią i szacunkiem ołtarze, rzeźby popadają w
ruinę. To samo dzieje się z pięknymi malowidłami na ścianach i sufitach. Piękne sceny biblijne nieubłaganie nikną. Jeszcze
tylko w górze patrzą na przybywającego aniołowie i święci.
Najbliższe otoczenie wielu kościołów
zarośnięte jest gęsto krzewami, krzewami i bujnymi chwastami. Nie są to
zwyczajne świątynie, wiejskie sanktuaria modlitwy. Są to świadkowie minionych
czasów. Czasów, w których na owych ziemiach panowali Polacy. Kościoły zaskakują
swoją różnorodnością. Jedne proste, z wieżą. Inne z kolei będące połączeniem
świątyni z warownią. Pozostałości ołtarzy, ambon, balasek, balkonów, ław,
figur, a nawet – banalnych przedmiotów, jak drzwi –
świadczą o znakomitej pracy miejscowych snycerzy; utalentowanych rzemieślników
tworzących na chwałę Boga. Kościoły te na każdym kroku przypominają o swojej
polskości. Wystarczy unieść głowę, by odczytać
polskie napisy czy ujrzeć herby rodów polskich. Powoli, lecz skutecznie zarastających mchem, niszczejących bez odpowiedniej
opieki. Zdecydowana większość ocalałych kościołów to te „sławne kaplice ks. Bilczewskiego”. Znamienity polski historyk Feliks
Koneczny tak zakończył, zacytowany na początku, fragment poświęcony dziełu abpa
J. Bilczewskiego: Oby się dalej mnożyły [kaplice, kościoły], oby z
kaplic powstawały kościoły, a z ekspozytur i filii nowe parafie obrządku
łacińskiego. O ironio losu!
Czy wysiłek
i opór przodków pójdą na marne?!
Przodkowie nasi nie poddawali się wieczystemu losowi
kresowemu. Oddawali krew, mienie. Przetrwali i pozostali po najściach
tatarskich, moskiewskich, kozackich, a potem po innych sposobach zagłady jak:
konfiskata i Sybir, Konfederacja Barska, Insurekcja kościuszkowska,
Napoleońskie legiony, dwa powstania, dwie wojny światowe, okupacja sowiecka.
Nie żebrali, nie poddawali się, nie zdradzali przodków. Nie znikczemnieli;
ciała oddawali, lecz duszy ich prześladowcy w łapy swoje nie wzięli.
Wielu z kościołów na Kresach nie da się już chyba
uratować. Na remonty tych, które są jeszcze w niezłym stanie, trzeba ogromnych
pieniędzy. Ale są działania, które można podjąć od razu, bez wielkich sum.
Wystarczy chęć ludzi, którym nie jest obcy los naszego dziedzictwa, by pomóc.
Możliwe jest sukcesywne porządkowanie wnętrz i
najbliższego otoczenia kościołów. W najprostszy sposób - poprzez usunięcie
śmieci, gruzu i wycięcie samosiejek drzew oraz krzewów tak licznych wewnątrz,
jak i wokół kościołów. Możnaby też naprawić dachy, tam gdzie
nie są one znacznie uszkodzone. Warto by też przy każdym obiekcie postawić
tablicę informacyjną, a w miejscach, gdzie nie ma
śladu po kościele - tablice upamiętniające.
Wszystkie wymienione propozycje nie wymagają wielkich
nakładów. A ich dobre owoce od razu staną się widoczne. Prace porządkowe
mogłyby wykonywać pięcioosobowe (na przykład) grupy wolontariuszy pod
kierownictwem fachowca. Każdy z obiektów mógłby być oczyszczony w okresie od
jednego do pięciu dni.
Pokażmy, że Polacy żyjący w kraju, ale i rozproszeni
po całym świecie, pamiętają o swojej historii. Pozostali jej wierni; zaczynają
pielęgnować dziedzictwo katolickie i kulturowe swoich przodków. Bądźmy lojalni
wobec naszych Ojców i ocalmy te, opisane wyżej, ślady wierności Bogu i
polskości!
Jest jeszcze sposobny czas, by dać odpłatę za okres
zniewolenia, za próby zabicia w nas katolicyzmu. Ale nie poprzez sianie
nienawiści, rozpamiętywanie przeszłości, jątrzenie. Lecz w postaci swoistych
pomników, drogą jeśli nie uratowania od unicestwienia, to
choćby porządkowania wnętrz kościołów i ich bezpośredniego otoczenia, a także
zabezpieczania przed zgubnym wpływem warunków atmosferycznych i osobami
postronnymi.
Pomóżmy w
akcji Przywracamy pamięć!
Fundacja Pomoc
Polakom na Podolu, Wołyniu, Pokuciu i Bukowinie z siedzibą w Wałbrzychu
(ponad 10 lat działająca na Ukrainie) stara się walczyć o uratowanie tych
często wspaniałych pomników architektury, a przede wszystkim – świadectw
narodowego dziedzictwa. Fundacja przeprowadziła trzy eskapady fotograficzne,
dzięki którym ma pełne rozeznanie usytuowania oraz stanu kościołów i posiada
blisko dziesięć tysięcy profesjonalnych zdjęć 124 kościołów i kaplic
rzymskokatolickich znajdujących się w województwach: tarnopolskim, stanisławowskim, lwowskim. W bieżącym roku zamierza
przeprowadzić szereg akcji pn. „Przywracanie pamięci”. Akcje te mają polegać na
porządkowaniu wnętrz i bezpośredniego otoczenia obiektów, o których mowa w
niniejszym apelu. Chodzi o to, aby te domy Boże nie przedstawiały (jak obecnie)
strasznego widoku. Istotą akcji jest:
- przywrócenie czci tym świętym (mimo sprofanowania)
miejscom;
- upamiętnienie
naszych Przodków, którzy wznosili omawiane świątynie; którzy przez sześć wieków
trwali - mimo okrutnych prześladowań w XIX i XX wieku –
przy wierze, języku, tradycjach i kulturze swoich Ojców;
- ocalenie tych
jednoznacznych, niepodważalnych, prawdziwych (choć przeraźliwie ponurych)
śladów i ostoi katolicyzmu oraz polskości. Takimi miejscami są
właśnie budowle katolickie i stare cmentarze (pozostające także w okropnym
zaniedbaniu i zapomnieniu przez Polaków).
„Jeśli zapomnę o nich, Ty, Boże na
niebie, zapomnij o mnie”, przestrzegał Adam Mickiewicz. Pamiętajmy o tych słowach. Nie zapominajmy!